Kajaki czerwiec 2018

Akcja kajaki – udana!

Niektórzy po raz pierwszy trzymali w rękach wiosła. Dzięki doświadczeniu pana Mirosława Czonstke i jego zaprawionych sterników – Stasia Belau (Stasiu w tym roku kończy szkołę i idzie w świat…będziemy za nim tęsknić) , Bartka Oppata, Karola Dębskiego i Sebastiana Turina (mój wychowanek z SP, jeszcze nie tak dawno sam był debiutantem na kajakach…jak ten czas leci) …a więc dzięki sprawnym sternikom i konkretnym komendom pana Mirka udało nam się pokonać ponad cztery kilometry rzeki bezpiecznie i przyjemnie. Ci, którzy na początku troszkę bali się, złapali bakcyla i już nie chcieli wychodzić z kajaków. A to pan Rudek potrafi tak ośmielać. Zawsze zażartuje w taki sposób, że nie ma mowy o żadnym strachu 🙂
Wystartowaliśmy z pierwszego zaprzyjaźnionego z naszą szkołą gospodarstwa i dotarliśmy do drugiego równie gościnnego. Przywitał nas mały york, który zaczepnie rozłożył się na trawce i oczekiwał głaskania. A kawałek dalej koń, który też był łasy na pieszczoty. Gospodyni oprowadziła nas po swoich włościach, opowiadając ciekawostki związane z uprawą roli i hodowlą zwierząt. Pan Mirek sprawdzał naszą wiedzę w zakresie narzędzi i maszyn. Uczniowie mieli okazje poznać narzędzia rolnicze, które odeszły już dawno do lamusa. Szczególnym powodzeniem cieszyły się małe traktorki. Kiedyś furorę robiła drewniana fura…ale rozpadła się i przeznaczono ją na opał. Zaglądaliśmy do zagród, gdzie były kury, gęsi, króliki. Poznaliśmy też mamę kurę i jej młode, które dosłownie kilka godzin wcześniej wykluły się.
Pieski, których pełno było wokół nas, dały się przytulać, głaskać i nosić. Radość była obopólna. Małe czworonogi przekazywane były z rąk do rąk.
Podziękowaliśmy gospodarzom za gościnę i popłynęliśmy z powrotem do pierwszego gospodarstwa…tym razem z prądem rzeki. Było szybciej i łatwiej. A tam już czekało na nas rozpalone ognisko. „Woda wyciąga”, więc kiełbaski zjedliśmy z ogromnym apetytem.
Po chwili relaksu i słodkiego lenistwa nastąpiło porządkowanie czyli składanie kajaków, kamizelek i ogólny ład. Pan Mirek zgodnie ze swoją dewizą: „Najpierw porządek, potem porządek” pilnował uczestników, aby wszystko było poukładane na miejsce. Wszak musi być „Ład, skład, porządek, dyscyplina, potem będzie witamina” (to też pana Mirka )
Mieliśmy wspaniałą pogodę i przepiękne, wiejsko – sielskie widoki. Dzieci wracały zrelaksowane i uśmiechnięte. Chrzest klasy IVb uważamy za zaliczony!

Dorota Michalska
Rudolf Simenak